Cerkiew Sokołowska

Moim życiem jest modlitwa. Wywiad z Ojcem Łukaszem – Mnichem Sokołowskiej Cerkwi Prawosławnej.

Sokołowsko. Maleńka wieś położona w Gminie Mieroszów, stare uzdrowisko, a w jego sercu prawosławna cerkiew Św. Archanioła Michała z 1901 roku, od niedawna pod opieką młodego Ojca Łukasza, który przybył z misją do Sokołowska.

Dzięki jego czuwaniu o zmierzchu w świątyni pali się światło, turysta czy ciekawski wędrujący górskimi szlakami, może o każdej porze zawitać do jej wnętrza, posłuchać na temat niesamowitej historii tego miejsca, otrzeć się o kult prawosławny, zapalić świecę w intencji, pomodlić się za bliskich. Do świątyni prawosławnej może wejść każdy, bez względu na wyznanie.

Pierwsze, co uderza swym pięknem to ikonografia. Freski pokrywające ściany oraz sklepienie cerkwi tworzą opowieść o życiu i śmierci, o początku naszego istnienia i jego końcu.

Łukaszu, co sprawiło, że trafiłeś na Ziemię Sokołowską, do jednej z najmniejszych cerkwi w Polsce, do miejsca dawno zapomnianego przez większość?  

Wszystko zapieczętowane jest w Bogu. Sokołowsko okazało się idealnym dla mnie miejscem zaraz po moim powrocie z Gruzji. Tutaj odnalazłem ponownie cel dalszego służenia w ciszy, a istotą jego jest trwanie w miejscu monastycznym, w trybie i prawidle życia pustelniczego. Duże znaczenie jednak, ma moja relacja z Biskupem, od jego decyzji zależy moje trwanie tutaj.

Modlitwy śpiewasz w języku słowiańskim. Opowiedz nam skąd pochodzisz.

Pochodzę z Polski. Urodziłem się w rodzinie katolickiej w Lubaczowie, na wschodzie Polski, przy granicy z Ukrainą. Przyjąłem tutaj także chrzest katolicki. Dzieciństwo spędziłem w Bielsko-Białej. Do 30 roku życia obracałem się w środowisku naukowym i artystycznym. Studiowałem wówczas w Warszawie. Jednocześnie świadomie poszukiwałem sedna sensu istnienia, wiedzy o świecie innym niż obecna cywilizacja, która ukrywa prawdę lub ją wypiera. Coraz bardziej zbliżałem się do chrześcijaństwa, odnowiłem wiarę. W końcu trafiłem do Wrocławia.  Tam, po raz pierwszy pozbyłem się wszelkich złudzeń i „rzuciłem w ramiona Boga”, odnalazłem swoją drogę. W cerkwi wrocławskiej usłyszałem wcieloną, wyśpiewaną i wydarzoną prawdę. To była moja prawda i dalszy sens istnienia. Nastąpiło totalne nawrócenie.

Wspomniałeś o Gruzji. Jak długo pełniłeś tam swój duchowy obowiązek i dlaczego właśnie tam.

W Gruzji żyłem półtora roku, to była Nikozja na granicy z Osetią. Znalazłem się tam w momencie poszukiwania idealnego miejsca na ziemi dla dalszego wzrastania na ścieżce duchowej. Ideę wyjazdu stanowiła myśl życia mnisiego, o dobrej relacji z odpowiednim ojcem duchowym a także z innymi mnichami. To miało być miejsce szczególnie wyciszone, pustelnicze, 2- 3 osobowe, gdzie bracia poświęcają się charyzmatycznej modlitwie. Jeszcze przed wyjechałem poznałem gruzińskiego biskupa  Izajasza, znakomita postać kultury prawosławnej. Wyjechałem do jego Monasteru, siedziby biskupiej. Był to wówczas trudny, konfliktowy teren, objęty bezpośrednimi działaniami wojennymi Gruzinów z Osetią i Rosją. W efekcie biskupa internowano. Straciliśmy z nim kontakt i trafiłem na Ziemię Sokołowską.  Gruzja zawsze pozostanie w moim sercu.

Jesteś bardzo związany z tutejszym miejscem? Jak wygląda twój powszedni dzień pustelnika? To chyba wielkie wyrzeczenie?

Nie posiadam jeszcze ścisłych biskupich święceń, które przypisywałyby mnie do tego miejsca. Mimo to, prowadzę życie mnicha, pustelnika, zakonnika prawosławnego. Jestem Sługą Bożym, lecz jeszcze nowicjuszem. Codziennie wstaję o odpowiedniej porze. Ranek zaczyna się od prawidła modlitewnego w kieli ( jest to cela w języku słowiańskim, w której mieszka pustelnik) i czytania dobowego kręgu nabożeństw. Po ich skończeniu podążam do Cerkwi, wyśpiewuję tu Jutrznie i „ Pierwszy Czas”, wracam ponownie do kieli, poświęcam modlitwy dla ludzi, czytam Ewangelię, Synodyk i nastaje czas na śniadanie, pierwsze orzeźwienie, pracę fizyczną, porządkowanie spraw, służbę słowem, posiłek popołudniowy. Kolejne czyny monastyczne to wieczorne nieszpory, Ewangelia. Tak wygląda nasz prawosławny cykl modlitewny, wedle którego żyję. Ta świątynia jest idealnym miejscem w stosunku do moich duchowych potrzeb. Mam głęboką nadzieję na pozostanie tutaj.

Skąd pochodzą relikwie w postaci szczątek świętych, mieszczące się w świątyni?  

Relikwie świętych zostały podarowane przez Monastę Fińskiego z Petersburga, jako dar dla Cerkwi z okazji Konferencji Teologicznej, zorganizowanej przez Instytut Teologiczny z Petersburga. Wydarzenie miało miejsce w 2008 roku. Można doszukać się wzmianki w Przeglądzie Prawosławnym, poświęconym na ten temat. Moim zdaniem historia relikwii jest jeszcze bardziej złożona.

Często przychodzą tu Młodzi ludzie?

Owszem pojawiają się, lecz spółkują ze złem. Siadają w pobliżu cerkwi, bluźnią, śmiecą, niszczą ławki… Przechodzą tędy różni ludzie. Tam gdzie jest Archanioł Michał, pojawia się zdwojona walka ze złem.

Czujesz to?

Tutaj przychodzi się z modlitwą, niebezpieczeństw jest pełno. Znam dobrze żywot Archanioła Michała i znam historię cudu, jaki wydarzył się z Chone. Archanioł obronił tamtejszą cerkiew przed próbą zniszczenia jej przez bezbożników. Będąc tutaj, blisko cerkwi, czujemy bezpieczeństwo i zaufanie. Człowiek, w obecności Archanioła Michała, osiąga pełne widzenie rzeczywistości, zła, bidy, jaka istnieje i przenika serca, umysły każdego stworzenia.

Łukaszu, na koniec opowiedz o historii tej świątyni, o początkach jej powstania.

Dobrze by było poszukać w historii tutejszych Ziemi Sokołowska na przełomie stulecia. Na ziemiach zachodnich w XX wieku panował protestantyzm. Tu w Sokołowsku leczono już ludzi na choroby płucne, gruźlicę, lecz nie było dla nich miejsca kultu, co było ważnym czynnikiem, szczególnie dla Rosjan. Warto przenieść się na chwilę w tamten, nieco inny świat, nobilitowany, bardziej ożywiony niż dzisiaj. W większości przybywali tu Rosjanie, Serbowie Grecy. W 1901 roku Aleksy Malcew, kapelan Konsulatu Berlińskiego wykupił kawałek ziemi i utworzono na nim cerkiew o ulotnym, efemerycznym charakterze, będącym jednocześnie dla wiernych droga do wieczności. Ludzie leczyli się tutaj, a także umieralni. Do dzisiaj tak naprawdę nie wiadomo gdzie ich chowano.

Ważnym przełomem dla historii świątyni jest rewolucja w latach trzydziestych, kiedy to kończy się świat Rosji, kończy się Rosja prawosławna, nastają pierwsze początki ruchu ateistycznego, emigracja, odkrycie szczepionki przeciwko gruźlicy. Uzdrowisko wówczas stanęło pod dużym znakiem zapytania, liczba przyjezdnych zmalała. W kolejnych latach miały tu miejsce nazistowskie mitingi, nastąpił „brunatny” okres w dziejach historii. Świątynię wziął pod opiekę Ojciec Bazyli Geken, żydowskiego pochodzenia. Również Elżbieta Fiodorowna była opiekunką bractwa prawosławnego. Nie mamy jednak żadnych wzmianek, jak wyglądała cerkiew podczas II Wojny Światowej, ani jak mogło wyglądać wnętrze świątyni, jej polichromia. Cały ruchomy majątek tego miejsca został wywieziony w czasie wojny. Po 1945 była tu kostnica, składano ciała i odprawiano modlitwy – „ostatnia droga”. Złożono tez tutaj ciała 70-ciu zabitych rosyjskich jeńców wojennych, którzy pracowali przy rozbrajaniu maszyn wojskowych. Zostali zabici przez NKWD. Ich ciała następnie myto w potoku i pochowano je na cmentarzu na Gaju, który istnieje do dzisiaj.

Istnieją wzmianki, jakoby w latach 80-tych, przez pewien czas, ktoś tutaj hodował owce, natomiast w latach 80-tych obiekt ten przejmują w użytkowanie Państwo Tarnowscy – lekarze, którzy mieszkają tutaj i leczą. Krzyż cerkwi został ścięty i obiekt przestał być miejscem kultu religijnego.

Kiedy powstały ikony te, które możemy obecnie zobaczyć?

W latach 1996-1997 anonimowy ofiarodawca z Niemiec podjął starania o odzyskanie obiektu, jako sakralnego. Dzięki temu w 2001 roku nastąpiło ponowne poświęcenie cerkwi. Po tak dramatycznych wydarzeniach było to konieczne. Dokonał tego Arcykapłan Jeremiasz w listopadzie tegoż roku. Rozpoczął się nowy rozdział tego miejsca. Lata 2000- 2004, to już prace nad polichromią, realizowane  przez Michała Boguckiego, dzięki niemu cerkiew posiada dzisiaj takie wnętrze jakie oglądamy.

Co powiesz ważnego na zakończenie, płynącego prosto z istoty prawosławia?

Zbawiając siebie samych zbawiamy cały świat, swoje otoczenie, to jest prawosławna tajemnica przeobrażenia.

IMG_1759
Ojciec Łukasz, Sokołowsko, listopad 2015

IMG_1775

IMG_17556
Cerkiew Prawosławna, Sokołowsko, listopad 2015

IMG_1770

 

 

 

 

 

 

 

 

O mnie

11923207_10207596261643597_6537513176521596142_n

 

Podkreślając wagę sztuki fotograficznej, warto spojrzeć głębiej. Foto, to nie pstryczek elektryczek, to nie dobra lustrzanka ani czarno biały film, to również nie zawsze fotograf sam w sobie, lecz istota uwrażliwiona, postrzegająca otaczający świat i jego zjawiska. Ktoś powołany, będący w odpowiednim miejscu o danym czasie, któremu jest dane… Dane jest mu światło. By doświadczyć światła i z nim zatańczyć, nie wolno być zwykłym człowiekiem. Oczywiście mówiąc o dobrej fotografii. Na czym niezwykłość ta polega? Nie na bałwochwalstwie, lecz na szacunku do całego stworzenia. Spokój i harmonia czynią z ciebie lustro, a w nim z zaufaniem odbija się cały świat. Kradnąc go w jednej chwili, stajesz się za niego odpowiedzialny, za przekaz, który popłynie do milionów istnień ludzkich. Być może, ten obraz wytyczy kiedyś historię. Od tej pory, to już nie kwestia wydarzeń, ale twój współudział w ich tworzeniu, odczycie, przekazie. Fotografia to nie tylko twoja i moja sprawa, to sprawa całego Świata, jaki ci się oddaje. Patrz i zobacz, potem zrób ze mną, co zechcesz. Czy jest coś bardziej godnego tego wielkiego szacunku i oddania? Bez rozumowania w tych kategoriach, dopóty zostaniemy w cieniu, dopóki nie staniemy się puści wewnętrznie i otwarci od środka na odczuwanie,współodpowiedzialność.